Imperatyw Kategoryczny

kształtowania pola przestrzeni półprywatnych (podwórek)


Kant uważał, że istnieje prawo – powszechne, konieczne i niezależne od wszelkich okoliczności, będące zasadą naczelną, nakazem obowiązującym w sposób powszechny, bezwarunkowy i bezwzględny

 „Postępuj zawsze według takiej zasady, co do której chciałbyś, aby stała się powszechnym prawem.” czyli uznał, że normą moralną jest prawo, a źródłem postępowania moralnego obowiązek. 

Źródłem moralności (prawa moralnego) jest wspólnota, (we wspólnocie plemiennej prawo mogło wprost wynikać z prawa moralnego – mogły być wręcz tożsame).

O kształcie prawa (w rozumieniu rzymskim) rozstrzyga cesarstwo i może (a może nawet powinno to prawo cesarskie oprzeć w prawie moralnym), ale nie musi. Gdy pozostaje wyłącznie samo prawo rodzi się pytanie czy możliwa jest jeszcze wspólnota? Czy może wyłącznie pole? Zbyt wiele? – ugór?

 Zapewne możliwe jest funkcjonowanie wielu wspólnot idei, interesów w tym także wspólnoty zamieszkiwania, podwórka, pola jak mawiają Krakusy (bardziej uchwytnym terminem wydaje się jednak termin podwórko jednoznacznie kojarzące się z miejscem najbliższym naszemu osobistemu miejscu).  Takiej specyficznej wspólnoty terytorialnej z tą tylko jedną wątpliwością: czy dziś jeszcze możliwej w aspekcie realnego i skutecznego wyjścia poza wymiar formalny?

NIE MAMY MAMY*
kamienicznika wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie mieszkani., zarządcę sądowego, korporacje, magistrat
sąsiadki na poduszce w oknie mamy telefony żeby zadzwonić na policję
chłopaków wystających w bramie firmę ochroniarską (co najmniej monitoring)
wiedzy, jak nazywa się nasz dozorca firmę sprzątającą i domofonfirmę sprzątającą i domofon
bramy, na pewno nie mamy otwartej od 5 do 23 zamkniętą bramę
ciekawości co sprowadza/kim jest osoba, która znalazła się na naszym podwórku obawę, kim jest intruz
wiedzy, jak się nazywają sąsiedzi (ochrona danych osobowych) wiedzę jak się nazywa osoba sprzątająca W.C. na stacji benzynowej
wiedzy, czym na poważnie zajmują się sąsiedzi (jw.) wiedzę, jakim psem się zajmują
granic naszego terytorium (osiedla mieszkaniowe) możliwość otrzymania zaświadczenie, że jesteśmy członkami S M, lub innymi członkami
częstego kontaktu z osobami niepełnosprawnymi (mimo złamania chyba już wszystkich barier a statystyki informują o milionach niepełnosprawnych wśród nas) pewność, że jeśli będziemy obcowali z niepełnosprawnym, a lepiej z niepełnosprawnymi to pokażą nas w telewizji
obowiązku odśnieżania jezdni obowiązek odśnieżać chodniki
lekko możliwość, zrzucić na społeczeństwo odpowiedzialność za to, że do szkoły pod górkę
obowiązku wiedzieć, co to są maszyny proste* możliwość zdania egzaminu z mechaniki *
możliwości poznania obowiązującego prawa obowiązek znać prawo
powybijanych szyb w oknach martwy spokój za oknem (święty spokój?)
możliwości zrobienia na podwórku / polu lodowiska prawo wykupić wejściówkę na lodowisko miejskie
możliwości wejścia na boisko szkolne po lekcjach prawo biegać po ulicach
sklepów, których właścicieli znał jeszcze ojciec hipermarkety
już wysiadywania na ławce pod blokiem wycieczki do galerii handlowych
różnorodności funkcjonalnej i gospodarczej na terytorium wspólnoty otoczenie zazwyczaj wypełnione monokulturą mieszkaniową
hierarchicznej struktury społecznej wnoszącej różnorodność zachowań jedynie równość wobec prawa
poczucia bycia obywatelem miasta być konsumentem/td>
realnej wolności wolność od odpowiedzialności
Boga rytuały i zachowania
poczucia wspólnoty nadzieję na rewolucję konserwatywną*
ludzi instytucji (Popiołek) Instytucje i ich przedstawicieli

Dla mnie pierwsza istotna refleksja (nawet nie odpowiedź) to stwierdzenie faktu, że ludzi / osoby zastąpiły instytucje. Instytucje nie wierzą w Boga, działają w oparciu o obowiązujące prawo i nie mogą pozwolić, aby Tobie i sobie dać prawo wyboru – choćby banalne: płacisz za obiad albo idziesz zmywać gary. Z reguły stosowany jest trzeci wariant rozwiązania problemu. Wzywana jest kolejna, stosowna do zaistniałej sytuacji instytucja. Mamy 2 :1 a gdy porównamy umocowania stron to mamy tak z 10 :1, a może ktoś z Państwa poda inną, bardziej właściwą proporcję.  Boską naturę człowieka najlepiej wyrażają słowa Jezusa: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Wierzący ma z tym problem, instytucje uwalniają nas od takich trosk niezależnie od tego czy wierzymy czy nie. Jesteśmy wolni od odpowiedzialności, jesteśmy „wolni” jak ptacy.

Rodzi się pytanie, czy cesarstwo, oczywiście w trosce o nasze dobro, nie przejęło w nadmiarze właściwości i atrybutów należnych wspólnocie i to w odniesieniu do tych mikro-wspólnot jak i całej wspólnoty miejskiej. Przywołane wcześniej relacje pozostawiają na tym maleńkim terytorium, minimalne pola wspólnoty idei i interesów. Zniknęły fundamenty mikro-społeczności: kamienicznik, terytorium, samoorganizacja – tu chłopaki w bramie.

Osobiście jest mi znany jeden przypadek, aprobowanej z uśmiechem, skuteczności wspólnoty. Tylko w skutek determinacji przebiegłości mojego sąsiada dwudziestotysięczna spółdzielnia mieszkaniowa zaakceptowała powołanie dodatkowego funduszu. Tak długo perorował na walnym zebraniu spółdzielni by utworzyć wydzielony, dodatkowy fundusz w wysokości 1 gr. z 1m2 powierzchni mieszkania na utrzymanie osiedlowej zieleni, że wszyscy, aby jak najszybciej skończył się ten koszmarny jazgot, uwolnić się od namolnego gościa i można było pójść do domu, zgodzili się dorzucić te 40 / 60 gr. do miesięcznego czynszu. Dziś „Osiedle” może świecić przykładem w całej Polsce. Na marginesie, refleksja dla wszystkich wspólnot – siła składki / zrzuty, nawet tak drobnej jak przywołana powyżej, jest nieprawdopodobna.  Ale to trzeba zrozumieć, znaleźć we wspólnym, interes własny.

Naturalny proces to taki, w którym to ludzie / osoby powołują instytucje dla realizacji jakiś potrzeb, celów, nie odwrotnie. Żadna instytucja nie jest w stanie zrewitalizować miasta a zwłaszcza przywrócić tak subtelnej struktury przestrzennej, jak dynamicznie funkcjonujące przestrzenie półprywatne.

 

Konstatacja druga: Tematyka Biennale dopiero teraz (mimo poważnego wieku) skłoniła mnie do pewnej refleksji. Mnie zaciekłego obrońcy Miasta, który „wieszał psy”, wyzywał od cwaniaczków wszystkich tych, którzy przenosili się na odległe przedmieścia. A może oni wszyscy tylko uciekają przed presją instytucji. Tam w lesie, pewnie jest ich zdecydowanie mniej. Taką można by mieć nadzieję, choć rozum podpowiada zupełnie coś innego. Może miasto przestało być ostoją wolności, nośnikiem informacji gwarantującym osobisty rozwój a pozostało jedynie żerowiskiem. Kto w takiej sytuacji będzie z przekonaniem i realnie „pieścił” lokalną wspólnotę? Podejrzewam, że miałby więcej kłopotu niż pożytku i jak to zrobić przy współudziale „nałogowych konsumentów”?

 

 Moje „pole wyobraźni” jest zdecydowanie zbyt małe by sformułować jasną odpowiedź jak rozwiązywać problemy z takim zjawiskiem jak podwórko. Może pole jeszcze dałoby się jakoś wygospodarować, ale potencjału i instrumentów – zdecydowanie zbyt mało.  Paradoksalnie to zadanie dla społeczności tylko jej współuczestnicy muszą przestać uciekać i wyjść z roli konsumenta.  Chyba przypadkowo udało się sformułować jakąś pierwszą odpowiedź. Żeby nie było, że czepiam się tylko innych, zgłaszam się na ochotnika. Przyznaję nie bez obaw, bo nie wiem czy nie bluźnię kontrkulturze. Bardzo trudne jest tworzenie wspólnoty do działań wymagających wysiłku, gdy naczelnym przesłaniem naszych czasów (żeby nie powiedzieć religią) jest zawołanie „róbta co chceta”. Choć zapewne tak też można zbudować jakąś wspólnotę. Jednym słowem, pole jest jeszcze wyobrażalne, natomiast zapotrzebowanie na pole wyobraźni, chyba już nie.

Na marginesie mała dygresja – zacytuję z materiałów Biennale: „nowe przestrzenie nawet zadbane, mają wielu właścicieli, rozdzielone świętą własnością, nietknięte jakąkolwiek integralną myślą, ręką architekta ani inną”. Rozumiem, wyłącznie z tego powodu, że jesteśmy na Biennale Architektury znalazła się tam ręka architekta. Mnie bardziej interesuje wskazanie tych innych sprawczych rąk, głów czy osób. Choćby z tak banalnego powodu żeby w jakiś na poły racjonalny sposób zachować status architekta. Mam także pewne przeczucie, że zaistniały problem – przedmiot Biennale jest jednak, jeśli nie podmiotem to jednak skutkiem kształtowania w pełni „integralnej myśli” i że ta myśl stanowi przedmiot zainteresowania zupełnie innych profesjonalistów i innych zgromadzeń. Zbyt mało danych, zbyt krótki czas, aby rzeczowo móc na ten temat rozprawiać. Zapewne to nie to zgromadzenie i może niestosowny czas. Ale nie popadajmy w kompleksy. Jakże interesującym zrozumieniem potrzeby czasu było opracowanie Karty Ateńskiej. Wszystko przed nami.     

Zbigniew Bińczyk

Ps. I jeszcze „Autobus z napisem KONIEC”, tu zbieram wszelkie problemy i znajduję odpowiedzi.

 Nie redukujcie Państwo swego pola wyobraźni i ducha do wymiaru Imperatywu Kategorycznego.